lipca
09
2014

Wiecznie żywa korporacja

Przemek Angerman

Tożsamość Rodneya Cullacka

Pulpa. Piękne słowo. Autor pewnie jest tego samego zdania, bo zapełnił nią, pulpą, dobrych 80 procent powieści. Są bijatyki, pościgi, strzelaniny, bohatera zabijają kilkakrotnie, po czym również kilkakrotnie ucieka, deus ex machina czeka za każdym rogiem, czytelnik włazi na nią pełnym rozpędem i klnie, bo już by chciał, żeby jakoś to wszystko się trochę wygładziło, ułożyło.

Ale nie, Autor ma inne plany i pędzi, pędzi, czasem tak szybko, że szwy fikcji się prują i wyłazi szanowny grizipiór we własnej postaci.

To wszystko powyżej, to nie są zarzuty, po prostu taki wybór twórczy, jednym się spodoba bardziej, innym mniej. Osobiście dostrzegam w tego typu zabawie literackim tworzywem jedną, ale za to poważną wadę: czytelnicze niespełnienie. Trudno przejmować się bohaterem, którego sam Autor traktuje z jawną kpiną, staje się on jedynie trybikiem w maszynie, niezbędnym, ale też zupełnie nie wzbudzającym emocji. Podobnie świat przedstawiony, nie czuje się go, nie wącha, bohater przemierza go nie rozglądając się na boki, prze do swojego celu z determinacją i nieludzką energią.

Biedny, nie wie nawet, że ten cel, to wielka manipulacja, że to Autor mu go wcisnął przed oczy i kopie w tyłek, żeby nie zbaczał z wyznaczonej ścieżki. Te boskie ingerencje, są chyba najbardziej irytujące, chociaż w zamierzeniu miały służyć jako drugie dno powieści, ukazywać zamysł filozoficzny, zadawać istotne pytania o świadomość, wolność, człowieczeństwo. Pięknie, godne to pochwały, tylko czemu w tak brutalny sposób? Akcja powieści toczy ze 300 lat po naszej, czytelników śmierci, w świecie wysublimowanej technologii farmakologicznej, imperiów galaktycznych i podróży między przestrzennych, ale ciągle jest w niej miejsce dla korporacji, której nic nie było w stanie ani zastąpić, ani zmodyfikować. Problemem bohatera są rzeźnie, w których niedokładnie ogłuszone zwierzęta krojone są żywcem, czasami też wyskakują, jak królik z kapelusza wspomnienia sprzed 3 wieków, żywe i szczegółowe, jakby bohater doświadczył ich na własnej skórze. I znowu czytelnik odbija się od tej powieści, nie znajdując żadnych otwartych gościnnie drzwi.

A szkoda, bo masa tam niezłych kąsków, pachnących “Mechaniczną pomarańczą”, Dickiem, “Matrixem”, Lemem, które Autor przyprawia na swój oryginalny sposób. Nie można też odmówić stylowi płynności, czyta się to dobrze od czasu do czasu tylko złorzecząc na Twórcę tłamszącego swoją własną Kreację.

Share Button
Written by admin in: Lektury | Tagi:, , ,
lipca
02
2014

Półdziewica i pióro

René Belletto

Le Livre

Gdzieś mi się zachowała miłość do realizmu magicznego, gdzieś między sercem a umysłem. Pewnie z wdzięczności za odrobinę ciepłego szaleństwa, jakie dzięki temu nurtowi napłynęło do komunistycznej Polski.

Pewnie dlatego lubię francuską literaturę, która nie boi się takiej gry na pograniczy snu i jawy. Nawet w rejonach literatury popularnej. Sami popatrzcie: Michel, narrator opowieści, wplatany zostaje w ponurą intrygę – nieznajomy mężczyzna, z nieznanych powodów próbuje doprowadzić go do samobójstwa, kiedy to się nie udaje, napastuje – z fatalnym skutkiem – jego przyjaciółkę.

Dobrze, akcja jest, ale motywy? Dlaczego prześladuje i napastuje?

Zabawa zaczyna się od znalezienia sygnetu. Michel przywłaszcza go sobie, razem z nim ukradzioną tożsamość prześladowcy (który, być może, był prawowitym jego właścicielem). Potem kupuje wieczne pióro, które ma zamiar ofiarować pielęgniarce opiekującej się jego umierającą siostrą. Pióro, rzecz niewinna, chyba, że prześladowca jest impotentem…

Pierwsza poddaje się czarowi sygnetu i pióra, niejaka Evelyne. Oddaje się bohaterowi, znacząc pościel dziewiczą krwią. Zanim nie skusił jej Michel, była w związku homoseksualnym, czekając na tego jednego, jedynego, z sygnetem. Ale mimo wszystko to tylko półdziewica, któż może wiedzieć, czy wieszczone przez nią prawdy nie są więc tylko półprawdami?

Pojawia się więc ponownie na scenie pielęgniarka, wcielenie niewinności. W ostatniej chwili rezygnuje z poślubienia przyjaciela z dzieciństwa i zdaje się być całkowicie gotowa na podarunek Michela, wieczne pióro.

Szaleństwo, prawda? A to tylko thriller…

Wracając jeszcze na chwilę do realizmu magicznego, ten francuski, współczesny, przychodzi bardziej z głowy niż z serca. Jego źródłem jest kreacja, władza, jaką dysponuje autor nad swoim dziełem. To pozwala na wszysto, rozkochiwanie dziewic i spektakularne usuwanie wrogów. Można nawet sobie zafundować happy end… o ile się w to wszystko uwierzy.

Share Button
Written by admin in: Lektury | Tagi:, ,
listopada
08
2013
--

QFant się skusił

qfant

QFant opublikował opowiadanie o dość specyficznych podróżach w czasie. Do ściągnięcia – bez opłat dodatkowych – tutaj

Share Button
Written by admin in: Newsy |
lipca
02
2012

Jestem żydowskim katolikiem

Powieść to i jednocześnie nie powieść. Fikcja występuje tu na równych prawach ze streszczeniem wspomnień Karskiego wydanych jeszcze podczas wojny oraz transkrypcją fragmentu filmu Shoah. Jednocześnie autor nie chce mieszać tych trzech form, każdej z nich wyznacza swoje miejsce.

(więcej…)

Share Button
Written by admin in: Lektury |
listopada
03
2011
--

Sherlock Podbipięta

Polecam niezadługi felieton o postaciach literackich, wyraźnie zainspirowany pracami Pierre’a Bayarda, francuskiego psychoanalityka literatury. Do wglądu tutaj

Share Button
Written by admin in: Lektury | Tagi:, , ,

hosting www | Powered by WordPress | Aeros Theme | TheBuckmaker.com WordPress Themes